
niedziela, 5 maja 2013
czwartek, 4 kwietnia 2013
ul. Prusa 38
Kiedy przygotowywałam materiał z "okrągłej" kamienicy (Prusa 5/ Świętokrzyska 57), a następnie z sąsiedniej Prusa 5a, zerkałam na drugą stronę ulicy - na wpół z fascynacją, na wpół z przerażeniem. Gdzieś w tle przemykał zachwyt i nabożna cześć, jaką żywię dla ruin. Bo, nie ukrywajmy, przy Prusa 38 stała dorodna ruina. Przynajmniej jak na miejskie warunki. Ależ byłam ciekawa, jak jest w środku po wysiedleniu! Opuszczona kamienica to takie "skończone dzieło". Te wszystkie lata, tylu różnych lokatorów... Pewnie ściany i podłogi pokryte były solidnymi warstwami farby (to jak narastające słoje drzewa, czy inne skamieliny ;)). Stopnie schodów zdążyły się zaokrąglić na brzegach, barierka trzeszczała groźnie, a drzwi do każdego mieszkania zdołały się już na tyle wyindywidualizować, że w niczym nie przypominały tych oryginalnych. Ślady ludzi i stylów z ponad stu lat, wszystko wymieszane. To raczej typowy kamienicowy scenariusz, ale za każdym razem realizowany przez inną obsadę aktorską i na innej scenie, więc trudno mi się znudzić oglądaniem tych spektakli.
Ostatnio dokładniej przyglądałam się Prusa 38 w 2012 roku, wyglądała wtedy mniej więcej tak. Sądziłam, że pójdzie do wyburzenia. Oczywiście po tym, jak doszczętnie zawali jej się dach, a w środku wybuchnie kilka tajemniczych pożarów (na takiej drodze, jak podejrzewam, jest nieodżałowana Benedyktyńska 6). Jednak kamienica postanowiła zostać baśniowym Kopciuszkiem. Może nie oczarowała urodą, bo tę trudno jeszcze było dostrzec ;), ale Marta Lempart, prezeska Diamond Properties, doceniła potencjał tych murów. Bo przecież blisko rynku, niedaleko Park Tołpy, ogród botaniczny. Niby centrum, a całkiem przyjemnie cicho. Odremontowana okrągła kamienica zapewnia jedyny w swoim rodzaju widok z okien na prywatne słońce.
Kiedy zobaczyłam, że w kamienicy zaczynają się jakieś prace, włączył mi się wewnętrzny hejter. "Rozgrzebią i zostawią, jak nic!" Wiadomo, że taniej wybudować coś nowego niż robić totalny-kompletny-absolutny remont zabytkowego budynku. Dostosować architekturę XIX wieku do wymogów, jakie stawiają potencjalni nabywcy w XXI wieku. A na obklejenie jej styropianem i udawanie, że jest cacy - już trochę za późno, bo budynek nie przeszedł żadnych sensowniejszych remontów od 1945 roku. Żałowałam też, że przepadną dwa napisy - resztki poniemieckiego i nazwa pierwszej powojennej księgarni we Wrocławiu - Homo.
Mimo mojego czarnowidztwa (jak ja lubię się mylić w takich kwestiach!), remont kamienicy szczęśliwie dobiegł końca. Uroczyste otwarcie zaplanowano na 9 marca. Jak się później przekonałam, termin dla mnie idealny - w króciutkiej przerwie między jedną dwutygodniową chorobą, a drugą dwutygodniową chorobą...
Otwarcie faktycznie było uroczyste. Poczęstunek, szampan, jazzowi muzycy. I naprawdę sporo gości!
Kierownik budowy - Radosław Borowski - opowiedział mi o tym, jak ogromnym przedsięwzięciem jest remont kamienicy. Ponoć Prusa 38 była w środku cudem, ale w tym złym znaczeniu - kreatywność lokatorów w ratowaniu sypiącego się budynku nie znała granic, więc c u d, że nic się nikomu nie stało. Przyznam, że słuchanie o ogromie prac włożonych w to przedsięwzięcie było nieco traumatyczne. Wprawdzie pan Borowski powiedział, że "wszystko się da" :) i że w trakcie realizacji projektu nie poszli na żadne ustępstwa - nawet jeśli pojawiały się jakieś trudności, ale... Tak sobie myślę, że może to i dobrze, że nie muszę znać kamienic "od podszewki". Ignorance is bliss.
![]() |
| ul. Prusa z widoczną kamienicą nr 38 ok. 1906 roku |
![]() |
| ul. Prusa 38 - widok ze skrzyżowania z Warzywniczą |
Mimo mojego czarnowidztwa (jak ja lubię się mylić w takich kwestiach!), remont kamienicy szczęśliwie dobiegł końca. Uroczyste otwarcie zaplanowano na 9 marca. Jak się później przekonałam, termin dla mnie idealny - w króciutkiej przerwie między jedną dwutygodniową chorobą, a drugą dwutygodniową chorobą...
Otwarcie faktycznie było uroczyste. Poczęstunek, szampan, jazzowi muzycy. I naprawdę sporo gości!
![]() |
| ul. Prusa 38 |
![]() |
| ul. Prusa 38 - zachowany detal w holu |
![]() |
| ul. Prusa 38 |
Zapraszam do galerii i na pokaz slajdów.
Autor:
Ewelina Kodzis
o
23:56
2
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w usłudze TwitterUdostępnij w usłudze Facebook
Etykiety:
fasada,
kamienica,
narożna,
neorenesansowa,
odnowiona,
Ołbin,
Prusa,
remont,
Śródmieście
poniedziałek, 4 marca 2013
ul. Kościuszki 49/51
Dzielnica: Stare Miasto
Osiedle: Przedmieście Świdnickie
Ulica: Kościuszki, dawniej: Tauentzienstrasse
Ulica: Kościuszki, dawniej: Tauentzienstrasse
Idąc ulicą Kościuszki napotkać można wiele kamienicznych perełek, które cudem umknęły działaniom wojennym. A łatwo nie było.
„W związku z dalszą budową stanowisk wypalone zostaną domy położone przy południowej względnie zachodniej stronie Websky-Strasse - Tauentzienstrasse na całej długości - Freiburgerstr - Elferplatz - Schwertstrasse - Fischergasse - Einundfunfzigerstr., aż do Süderoder. Jednostki mające stanowiska bojowe w owych domach muszą je opuścić. Do wyburzenia przystąpi się natychmiast."To jedna z moich ulubionych ulic w mieście. Zrobiłam z niej główną część swojej trasy spacerowej - najpierw ulicą Kościuszki od Placu Legionów do Krakowskiej, później powrót Traugutta, skręcam w Pułaskiego i idę w stronę Małachowskiego. Dalej jest jeszcze Gajowa i... na horyzoncie majaczą już pastelowe blokowiska. "Home, sweet home" ;].
Bliźniaczki z Kościuszki 49/51 są tak dorodne i bezczelnie dekorowane, że nigdy nie wątpiłam, że to kamieniczne celebrytki. Po prostu rajskie ptaki. Ba, nawet orły! Nie zapomnę, jak kilka lat temu moja siostra przysłała mi mail ze zdjęciem zrobionym przez okno autobusu, w drodze do pracy. Na zdjęciu widniał orzeł z kamienicy nr 51. Podpis był w stylu ":o a to widziałaś?" i utwierdził mnie w przekonaniu, że kamienica robi wrażenie także na ludziach nieco bardziej obiektywnych w kwestii czynszowych cegieł niż ja.
![]() |
| ul. Kościuszki 49/51 - fasada |
Dzisiejsze bohaterki zaprojektował w 1900 roku Joseph Wittcke. Kamienica nr 49 powstała na zlecenie Maxa Mathiasa, właściciela firmy budowlanej, a nr 51 na zlecenie Richarda
Wilborna i Gustava Bohrna, producentów sztukaterii. Oba budynki zbudowano na planie lustrzanie ułożonych liter C - budynek frontowy, skrzydło boczne i dom tylny. W środku dziedziniec do którego prowadziły dwie sienie przejazdowe - obecnie w jednej z nich znajduje się sklep. Za domem tylnym znajdował się jeszcze budynek przemysłowy, w którym działała drukarnia. Z kolei na parterze numeru 49 mieścił się najprawdopodobniej Grand Bar Max&Moritz. Na ostatnich kondygnacjach kamienic niegdyś znajdowały się pracownie fotograficzne (z ulicy widać ich cofnięte i przeszklone dachy).
![]() |
| ul. Kościuszki 49/51 - byłe pracownie fotograficzne |
Kamienice są bardzo majestatyczne - widać to na żywo i widać na mapach Google. Tym większe było moje zdumienie, kiedy dowiedziałam się, że pierwotnie na każdym piętrze znajdowało się... JEDNO mieszkanie. Pokoje reprezentacyjne zajmowały budynek frontowy, sypialnie - skrzydło boczne, a kuchnia i inne pomieszczenia zdecydowanie-nie-reprezentacyjne mieściły się w budynku tylnym. A że już ewidentnie nie wiedziano, czym jeszcze zagospodarować tak ogromną przestrzeń, to na każdym z pięter, w pozostałej części budynku tylnego umieszczono jeszcze po jednym 4-pokojowym mieszkaniu :)))! Podejrzewam, że gdyby tam współcześnie urządzano np. akademik, to nic z tego miejsca by się nie zmarnowało...
![]() |
| ul. Kościuszki 49/51 - fasada |
Właściwie z ogromem przestrzeni już sobie poradzono - mieszkania są obecnie podzielone, co mnie wyjątkowo nie dziwi. Nie wiem, jak można ogrzać tak ogromne mieszkanie, ale pewnie można - jeśli się ma... służbę. Patrząc na przebogatą fasadę, imponującą powierzchnię mieszkań i szyb windy na korytarzu, można z pewnością stwierdzić, że byli mieszkańcy kamienicy nie borykali się z takimi problemami, jak dzisiejsi lokatorzy. Bo przy Kościuszki 49/51 nie mieszka się już tak luksusowo. Udało mi się porozmawiać z dwiema lokatorkami. Pierwsza uskarżała się na wyraźnie odczuwalną wilgoć w mieszkaniu, wieczne zimno i walkę z grzybem na ścianach. Inna z mieszkanek opowiedziała mi o swoim beztrosko sypiącym się balkonie. Zgłaszała ten problem kilkakrotnie, ale nikt się jeszcze nie zainteresował (o ironio, na parterze w gablotce wisiała kartka, która nakazywała NATYCHMIAST zgłaszać wszelkie usterki...).
Po latach świetności kamienicom 49 i 51 została fasada, bajecznie ozdobiona, opływająca neobarokiem i secesją. I tę fasadę starałam się jak najdokładniej dla Was obfotografować. Zapraszam na zdjęcia!
czwartek, 14 lutego 2013
"Blogosfera z klasą" - spotkanie w Muzeum Narodowym
O tym, skąd wzięło się moje zainteresowanie kamienicami, skąd pomysł na blog i jak "kamienicowanie" wygląda od kuchni opowiem Wam w ramach cyklu "Blogosfera z klasą". Oczywiście zajrzymy też wspólnie do kilku kamienic... ;).
Spotkanie odbędzie się w najbliższą sobotę, 16 lutego w Muzeum Narodowym we Wrocławiu o 12.00.
Serdecznie zapraszam!
poniedziałek, 17 grudnia 2012
ul. Kurzy Targ 4
Dzielnica: Stare Miasto
Osiedle: Stare Miasto
Ulica: Kurzy Targ, dawniej: Hünermarkt (do końca XVIII w.), następnie Hintermarkt - niewielka uliczka prowadząca od Rynku do ul. Szewskiej.
Ulica: Kurzy Targ, dawniej: Hünermarkt (do końca XVIII w.), następnie Hintermarkt - niewielka uliczka prowadząca od Rynku do ul. Szewskiej.
Kamienica, jak na "starą i rynkową" przystało, jest raczej niewielka. Ale w końcu i uliczka, przy której stoi, długością ni szerokością nie grzeszy - ma ponoć calutkie 75 metrów długości; ile szerokości - tego nie wiem, ale z pewnością za mało, bo górne partie fasady musiałam uwieczniać z balkonu sąsiedniego budynku ;).
![]() |
| ul. Kurzy Targ 4 |
Uliczka musiała tętnić życiem - kwitł tu handel uliczny i pracowali rzemieślnicy. Z pewnością kamieniczki posadowione przy ulicy były na przestrzeni wieków przebudowywane i unowocześniane... Aż na początku XX wieku postanowiono całkowicie "unowocześnić" południową pierzeję ulicy i kamieniczki wyburzono, by na ich miejscu postawić Dom Handlowy Braci Barasch.
![]() |
| ul. Kurzy Targ - od lewej: w 1887 roku i ok. 1903 roku. Zdjęcia pochodzą z albumu Macieja Łagiewskiego "Wrocław wczoraj - Breslau gestern" |
Jako że blog jest o kamienicach, nie daruję sobie dramatycznego pytania: czy było warto? Dom Handlowy został stosunkowo szybko zmodernizowany i z oryginalnego projektu Georga Schneidera praktycznie nic nie pozostało. Czy taki sam los spotkałby stojące tam kamienice - szczerze wątpię. Wszak północna pierzeja Kurzego Targu wygląda dziś całkiem zacnie...
Aptekarska siedziba miała szczęście, że nie znalazła się po "niewłaściwej stronie ulicy". To, jak w tej chwili prezentuje się budynek, to już miks stuleci. Akademia Medyczna przywróciła kamieniczkę do czasów świetności sprzed wojny, zatem obok średniowiecznych elementów budynek czaruje dodatkami z późniejszych stuleci. Oczywiście najbardziej charakterystyczny jest herb, od którego budynek zyskał nazwę Kamienicy Pod Złotym Orłem.
W cieniu XVIII-wiecznego złotego mutanta ;) pozostającego w bliskich stosunkach z Habsburgami znajdziemy inne smaczki. Fasada to przede wszystkim dzieło renesansowych budowniczych (kamienica była przebudowywana w 1554 roku). Jednak jeśli przyjrzeć się uważnie, można zauważyć ślady głębokiego średniowiecza. I to dosłownie głębokiego. Widzicie ten niewielki świetlik, tuż pod wywietrznikiem? Niegdyś było to pełnoprawne okno.
Dzięki temu, że wewnątrz budynku znajduje się obecnie Dom Śląskiego Aptekarza, odwiedzający mają niepowtarzalną okazję zobaczyć kamienicę taką, jaka była przez wieki. Nie trzeba się zastanawiać, wymyślać, dociekać - wszystko podane na tacy. I dobrze. Nigdy nie widziałam znakomitej większości z przedmiotów, jakie się tam znalazły, więc moje wyobrażenia apteki bez obejrzenia ekspozycji byłyby dość ubogie.
Główna apteczna sala do której wchodzi się bezpośrednio z Kurzego Targu wygląda bardzo typowo - typowo w znaczeniu "Tak sobie wyobrażałam starą aptekę!". Przepiękny sufit konkuruje o uwagę z niesamowitościami ukrytymi w szklanych pojemniczkach ustawionych na półkach. Te wszystkie mini szufladki, fiolki, wagi i inne fantastyczne przyrządy o których pewnie studenci farmacji mogliby coś więcej opowiedzieć... ale nie trzeba. Po co odzierać je z tego... niemal alchemicznego czaru?
Właśnie, jak już o alchemii... Alchemik najwyraźniej zagnieździł się w piwnicy. Muzeum przygotowało tę salkę pod kątem najmłodszych zwiedzających - jest więc trochę strasznie, bardzo niesamowicie, odrobinę magicznie. Z półki uśmiecha się do nas czaszka, a wszystko spowite pajęczynami i wątłym światłem ze wspomnianego już świetlika.
Mam nadzieję, że grupa docelowa sąsiedniej wystawy ma wyższą średnią wieku, bo to tam spędziłam najwięcej czasu... Drodzy Państwo, steampunk jak się patrzy! Że to wszystko naprawdę stało w aptekach! Nie będę wszystkiego zdradzać - zachęcam do uważnego oglądania zdjęć.
Na wyższe kondygnacje można się dostać solidną klatką schodową, albo windą - budynek został przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Są jeszcze cudne, ażurowe schody z przełomu wieków, ale one sięgają jedynie pierwszego piętra. I są dość wątłe. I choć to pewnie tylko wrażenie, to polecam obejrzeć je z należną im czcią, a następnie wybrać coś pewniejszego ;).
Na piętrach, zwłaszcza pierwszym, gdzie znajdował się gabinet aptekarza, panuje nieprzyzwoity przepych. Oczywiście jest też "aptecznie": ciężkie, drewniane regały, tajemnicze fiolki, zabytkowe opakowania leków itp. Jednak dzisiejsze wyobrażenie aptekarza, czy nawet właściciela apteki zdecydowanie nie przystaje do tego, kim aptekarz był kiedyś. Sufity mnie oczarowały, a na widok złoceń na kolumnach zaniemówiłam. Zresztą, sami zobaczcie.
Pośród ochów i achów niemal przeoczyłam pewien bardzo ciekawy gadżet. W podłodze gabinetu jest... dziura! Obecnie przeszklona, ale jednak: dziura ta ma "zabytkowy rodowód" ;)! Po co komu dziura w gabinecie...? Z pewnością o tym i o innych ciekawostkach z życia codziennego aptekarza opowiedzą Wam pracownicy Muzeum Farmacji. Koniecznie wybierzcie się na wycieczkę, to niepowtarzalna możliwość obejrzenia świetnie odremontowanej kamienicy i poznania jej historii właśnie od tej najurokliwszej, najbarwniejszej strony - życia jej mieszkańców.
Dzisiejsza galeria jest obowiązkowa. Nie żartuję.
Pokaz slajdów tutaj.
A tu galeria dla klikaczy-tradycjonalistów.
Aptekarska siedziba miała szczęście, że nie znalazła się po "niewłaściwej stronie ulicy". To, jak w tej chwili prezentuje się budynek, to już miks stuleci. Akademia Medyczna przywróciła kamieniczkę do czasów świetności sprzed wojny, zatem obok średniowiecznych elementów budynek czaruje dodatkami z późniejszych stuleci. Oczywiście najbardziej charakterystyczny jest herb, od którego budynek zyskał nazwę Kamienicy Pod Złotym Orłem.
![]() |
| ul. Kurzy Targ 4 |
![]() |
| ul. Kurzy Targ 4 - parter |
![]() |
| ul. Kurzy Targ 4 - pozostałości okna |
Główna apteczna sala do której wchodzi się bezpośrednio z Kurzego Targu wygląda bardzo typowo - typowo w znaczeniu "Tak sobie wyobrażałam starą aptekę!". Przepiękny sufit konkuruje o uwagę z niesamowitościami ukrytymi w szklanych pojemniczkach ustawionych na półkach. Te wszystkie mini szufladki, fiolki, wagi i inne fantastyczne przyrządy o których pewnie studenci farmacji mogliby coś więcej opowiedzieć... ale nie trzeba. Po co odzierać je z tego... niemal alchemicznego czaru?
![]() |
| ul. Kurzy Targ 4 |
Mam nadzieję, że grupa docelowa sąsiedniej wystawy ma wyższą średnią wieku, bo to tam spędziłam najwięcej czasu... Drodzy Państwo, steampunk jak się patrzy! Że to wszystko naprawdę stało w aptekach! Nie będę wszystkiego zdradzać - zachęcam do uważnego oglądania zdjęć.
![]() |
| ul. Kurzy Targ 4 |
Na piętrach, zwłaszcza pierwszym, gdzie znajdował się gabinet aptekarza, panuje nieprzyzwoity przepych. Oczywiście jest też "aptecznie": ciężkie, drewniane regały, tajemnicze fiolki, zabytkowe opakowania leków itp. Jednak dzisiejsze wyobrażenie aptekarza, czy nawet właściciela apteki zdecydowanie nie przystaje do tego, kim aptekarz był kiedyś. Sufity mnie oczarowały, a na widok złoceń na kolumnach zaniemówiłam. Zresztą, sami zobaczcie.
![]() |
| ul. Kurzy Targ 4 - gabinet aptekarza |
Dzisiejsza galeria jest obowiązkowa. Nie żartuję.
Pokaz slajdów tutaj.
A tu galeria dla klikaczy-tradycjonalistów.
Autor:
Ewelina Kodzis
o
01:29
3
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w usłudze TwitterUdostępnij w usłudze Facebook
Etykiety:
Dolny Śląsk,
fasada,
kamienica,
kamienice,
muzeum,
odnowiona,
remont,
Stare Miasto,
Wrocław,
zabytek
niedziela, 7 października 2012
ul. Kurzy Targ 4
Dzielnica: Stare Miasto
Osiedle: Stare Miasto
Ulica: Kurzy Targ, dawniej: Hünermarkt (do końca XVIII w.), następnie Hintermarkt - niewielka uliczka prowadząca od Rynku do ul. Szewskiej.
Ulica: Kurzy Targ, dawniej: Hünermarkt (do końca XVIII w.), następnie Hintermarkt - niewielka uliczka prowadząca od Rynku do ul. Szewskiej.
Zawsze, kiedy przyglądam się jakiejś kamienicy, zastanawiam się, jak wyglądała pierwotnie: jak była zdobiona, czy mieściły się w niej sklepy, zakłady, czym żyli mieszkańcy, z czym się kiedyś kojarzył dany adres. Czasami udaje mi się dotrzeć do tych informacji - bo na fasadzie widać fragmenty szyldów, bo na hydralu znalazłam zdjęcia, bo w książkach adresowych z Breslau było to czy tamto. Odtwarzanie "zaledwie" stuletniej przeszłości potrafi też przysporzyć problemów i zakończyć się brakiem jakichkolwiek donioślejszych odkryć w stylu "Ha! W 1928 fasolę tu sprzedawali!".
![]() |
| ul. Kurzy Targ 4 - fasada |
Kurzy Targ 4, choć do młódek kamienicznych ;) nie należy (pojawia się już w księgach podatkowych Wrocławia z 1286 roku), problematyczna pod tym względem nie jest. W kamienicy, od początku jej istnienia do roku 1951 mieściła się apteka. Mieścił się również i aptekarz z rodziną - nawet wiemy kto i kiedy! Na stronie serwisu Wratislaviae Amici możecie dokładnie sprawdzić, jakie były losy apteki Pod Podwójnym Złotym Orłem (zwanej też Apteką Targu Wiankowego). Nie ulega wątpliwości, że jest to jedna z najstarszych aptek w Polsce, a możliwe, że i pierwsza we Wrocławiu.
![]() |
| ul. Kurzy Targ 4 |
W momencie upaństwowienia aptek, w połowie XX wieku, przybytek przeniesiono, gdyż budynek przy ul. Kurzy Targ 4 był w bardzo złym stanie technicznym. Tak sobie niszczał dostojnie jeszcze do początku lat 80., aż w końcu został przekazany w użytkowanie wrocławskiej Akademii Medycznej. Zrodził się niecny plan odbudowy kamienicy i utworzenia w niej Muzeum Farmacji.
![]() |
| ul. Kurzy Targ 4 - w trakcie odbudowy |
O tym, jak wyglądały kamienice przy ul. Kurzy Targ jeszcze długo po wojnie - wiem z opowiadań rodziny. A o tym, jak trudno zdobyć pieniądze na remont i jak szybko takie prace idą - wiem już z własnych obserwacji. Kurzy Targ 4 do czasów świetności powracał prawie 30 lat. W latach 1982 - 1991 prace nadzorował Konserwator Wojewódzki, a finansowało Ministerstwo Kultury i Sztuki. W roku 1991 kamieniczka oficjalnie przeszła na własność Akademii Medycznej - z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli głównie z wydatkami. Do 2006 roku mury rozbrzmiewały całkiem poważnym remontem ;) (renowacja stropów, montaż ogrzewania, wymiana dachu). Wtedy też kamieniczka zyskała "plecak", czyli dobudowany za budynkiem pion z zewnętrzną klatką schodową.
![]() |
| ul. Kurzy Targ 4 - nowa-stara część |
Remont miał sponsorów w postaci Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej i Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej w Warszawie. Niestety, żeby nie było zbyt różowo, pieniędzy zaczęło brakować. Prace wstrzymano na 4 lata. W 2010 roku projekt Dom Śląskiego Aptekarza uzyskał dofinansowanie ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Dolnośląskiego. Rok później remont budynku mógł się nareszcie zakończyć.
![]() |
| ul. Kurzy Targ 4 - piwnice |
O barwnej fasadzie i o tym, co się za nią kryje - już niebawem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























